Od początku swojego istnienia Bractwo Przedmurza stawia na pozytywny program męskiej formacji i działań na rzecz Kościoła i Polski. Cel budowania Królestwa Chrystusowego na ziemi nie jest dla nas pustym sloganem, ale skłania nas do przybierania konkretnych form zaangażowań przez które staramy się oddziaływać na nasze otoczenie. Wszelkie aktywności zewnętrzne pragniemy jednak podporządkować życiu wewnętrznemu, z którego mają one wypływać. Założyciel Michalitów, błogosławiony ksiądz Bronisław Markiewicz to wspaniały przykład realizatora takiego programu. To między innymi na nim chcemy się wzorować.
Skrócona biografia ks. Markiewicza
Na początku opiszę pokrótce ważniejsze wydarzenia z życia ks. Markiewicza. Gorąco zachęcam do poznania głębiej niezwykłej historii życia tego wyjątkowego kapłana, na przykład korzystając z książek i nagrań na ten temat.
Bronisław Bonawentura Markiewicz przyszedł na świat w wielodzietnej rodzinie (miał dziesięcioro rodzeństwa) w 1842 r. w małej miejscowości Pruchnik na Podkarpaciu. Otrzymał dobre wychowanie i zarazem dobry przykład od swojego ojca, który mimo małej zamożności odznaczał się przedsiębiorczością, a także darzony był szacunkiem mieszkańców miasteczka, o czym świadczy fakt kilkukrotnego wybrania go na stanowisko burmistrza. Bronisław uczył się bardzo dobrze, natomiast początkowo nie myślał o kapłaństwie, a nawet przeżył kryzys duchowy będąc uczniem ówczesnego gimnazjum. Wydarzeniem, które zaważyło na jego dalszym życiu było spotkanie niezwykłego młodzieńca w 1863 r., a więc w czasie zaborów, gdy na polskich terenach trwała tragedia powstania styczniowego. Młodzieniec, który, jak się przypuszcza, mógł być Aniołem Stróżem Polski, przekazał Bronisławowi niezwykłe proroctwa. Część z nich odnosiła się do sytuacji geopolitycznej Europy, w tym perspektywy odzyskania przez Polskę niepodległości, a nawet dania Kościołowi wielkiego papieża. Inne słowa dotyczyły natomiast działalności pewnego kapłana (Bronisław zupełnie nie podejrzewał wtedy, że może chodzić o niego), który w parafii pod Karpatami będzie gromadził wokół siebie młodzież i założy stowarzyszenie. Wizja zaowocowała decyzją Bronisława o wstąpieniu do seminarium diecezjalnego w Przemyślu, które ukończył i przyjął święcenia kapłańskie w 1867 r. W pierwszym okresie posługi pracował w wiejskich parafiach, a także kształcił się na uniwersytetach we Lwowie i w Krakowie. Studia z filozofii i innych dziedzin miały być dla niego pomocą w posłudze pośród inteligencji. Miał też dzięki temu okazję bliskiego zapoznania się z panującymi wówczas prądami intelektualnymi, które były zdecydowanie przeciwne nauce i moralności katolickiej. Jego talent i zdolności zostały docenione poprzez to, że w 1881 r. ks. Markiewicz został wykładowcą seminarium w Przemyślu. Cały czas miał jednak przekonanie, że inna jest jego misja. Cztery lata później wyjechał do Włoch, myśląc o wstąpieniu do zakonu teatynów, słynącego z ostrej reguły. Opatrznościowo – jak się miało okazać – spotkał jednak w Rzymie współpracowników świętego Jana Bosko. Spotkanie z tym wielkim świętym było niezwykłe, gdyż obaj mieli silne wrażenie, jakby już się skądś znali. Święty ks. Bosko udzielał młodemu ks. Markiewiczowi cennych rad, a także inspirował go swoim przykładem opieki nad potrzebującą młodzieżą. Ks. Markiewicz zdecydował się wstąpić do zgromadzenia Salezjanów i wraz z kilkoma współbraćmi pod przewodnictwem błogosławionego Augusta Czartoryskiego, który w bardzo podobnym czasie również wstąpił do zgromadzenia, miał zakładać misję salezjańską w Polsce. Plany te zostały pokrzyżowane przez chorobę i śmierć bł. Augustyna. Ks. Markiewicz również bardzo poważnie zachorował, a nawet jego życie było zagrożone. Otrzymał łaskę odzyskania zdrowia i w pojedynkę wrócił do Polski w roku 1892. Objął parafię we wsi o nazwie Miejsce, która dzięki jego staraniom została później zamieniona na Miejsce Piastowe.
Już od samych początków swojej posługi ks. Markiewicz gromadził wokół siebie chłopców potrzebujących opieki. Mimo braku zrozumienia ze strony duchowieństwa i władz był w stanie zorganizować dla nich ośrodek wychowawczy. Na drodze swojej działalności ks. Markiewicza spotkało wiele krzyży. Przełożeni salezjańscy nie rozumieli trudnych warunków życia panujących w Galicji i wydawali ks. Markiewiczowi polecenia bardzo trudne do spełnienia, a w konsekwencji szkodliwe. Początkowo przyjmował je w duchu posłuszeństwa, ale w końcu podjął trudną decyzję wystąpienia z tej wspólnoty. Przyszły inne bolesne ciosy – pożary zabudowań zakładu i przede wszystkim wielokrotne odmowy zgody miejscowego biskupa na założenie nowych zgromadzeń, na czym tak bardzo mu zależało. W obliczu braku możliwości działania w formie zgromadzenia zakonnego ks. Markiewicz założył w roku 1898 Towarzystwo Powściągliwość i Praca. Słowa te można uznać za życiowe motto ks. Markiewicza, któremu wierny był aż do końca. Pracował ponad siły w zakładach wychowawczych niemal do końca swojego życia. Jego śmierć nastąpiła w 1912 r., a była poprzedzona ciężką chorobą. Co dla nas ważne, w 2005 roku w Warszawie ks. Bronisław Markiewicz został ogłoszony błogosławionym.
Życie wewnętrzne i świętość na co dzień
Ks. Markiewicz jest także wzorem życia wewnętrznego. Zanim powiem więcej o jego zewnętrznej działalności, chciałbym mocno to podkreślić, abyśmy nie mieli błędnego wrażenia, jakoby ze względu na liczne obowiązki lub tym bardziej własne wizje różnych dzieł, miał on zaniedbywać lub choćby ograniczać praktyki modlitewne bądź podstawowe obowiązki kapłańskie. Jako Bractwo Przedmurza jesteśmy świadomi, że przeciwna postawa, a więc popadanie w aktywizm bez prowadzenia głębokiego życia duchowego jest czymś niezwykle szkodliwym. Zostało to bardzo trafnie określone przez jednego z autorów jako „herezja dzieł chrześcijańskich”.
Przykład życia ks. Markiewicza jest w tym względzie bardzo wymowny. Podobnie jak wielu innych mężów Bożych siły i natchnienie do pracy wśród wiernych czerpał z trwania przed Chrystusem na modlitwie. Zaraz po przybyciu do nowego miejsca posługiwania miał zwyczaj kierować się do kościoła, aby tam adorować Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie i powierzać mu swoją pracę w danym regionie. Silna i bardzo osobista więź z Chrystusem była jego cechą charakterystyczną. W swoich Zapiskach dotyczących życia wewnętrznego zanotował między innymi:
Gdzie wasz skarb, tam i serce wasze będzie (Łk 12, 34). Jezus mój skarb, Jezus mój w niebie i Przenajświętszym Sakramencie.
A w innym miejscu:
Pan Jezus mój – w Nim serce moje. Jezu daj, ażebym Cię miłował więcej.
Zawsze warto sobie przypominać, że bez względu na wszelkie inne podejmowane działania na pierwszym miejscu stawiać należy obowiązki stanu. W przypadku kapłana wiążą się one z posługą sakramentalną. Ks. Markiewicz obowiązki te wypełniał w stopniu nie tylko zadowalającym, ale miejscami wręcz heroicznym. Gdy w początkach swojej posługi został mianowany wikariuszem parafii katedralnej w Przemyślu, już od 5.00 rano czekał w konfesjonale na penitentów. Znany był także ze swoich wspaniałych kazań, które bardzo silnie oddziaływały na słuchaczy i skłaniały do zmiany życia. Po jednym z nich, wygłoszonym podczas Rezurekcji na wiejskiej parafii, aż 600 osób przystąpiło do Bractwa Trzeźwości. Jaka była tajemnica jego kaznodziejskich sukcesów? Takie zdumiewające słowa możemy znaleźć w jego Zapiskach:
Jezus posłał mnie przepowiadać. Nic nie chcę umieć, tylko Jezusa, i to Ukrzyżowanego. Ewangelię przepowiadać ubogim – lecz z najwyższym przygotowaniem, jak przystoi Słowu Bożemu. Całą noc przed kazaniem należy zużytkować na rozmyślanie.
Widzimy więc, że głębokie życie duchowe, ewangelizacja oraz pełnienie posługi sakramentalnej wśród wiernych stanowiły dla ks. Markiewicza absolutny priorytet i centrum całej jego działalności.
Posługa wśród dzieci i ubogich
Ks. Markiewicz jak przystało na prawdziwego i dobrego pasterza dusz swoje wysiłki koncentrował na wyrwaniu z biedy moralnej i materialnej tych, wśród których przyszło mu posługiwać. Mając to na celu rozeznał szczególne wezwanie do posługi wśród słabych, a zwłaszcza dzieci z niepełnych, czy ubogich rodzin. Ponadto chcąc podnieść poziom życia moralnego w Ojczyźnie, nie rezygnował z próby oddziaływania na tych, od których w dużej mierze zależała jej ówczesna i nadciągająca kondycja. Aby móc skuteczniej dotrzeć do inteligencji podjął studia na wiodących wówczas uniwersytetach – we Lwowie i Krakowie, gdzie miał okazję zetknąć się i dobrze poznać panujące w tym czasie prądy myślowe.
Podczas posługi w Przemyślu jako bardzo młody wikariusz ks. Markiewicz był świadkiem epidemii cholery. Mimo poważnego zagrożenia życia z wielkim zaangażowaniem posługiwał wśród chorych, troszcząc się nie tylko o ich duchowe potrzeby, ale często udzielając też doraźnej fizycznej pomocy. Będąc człowiekiem inteligentnym i zarazem spostrzegawczym, zauważył, że epidemii sprzyjają złe warunki sanitarne panujące wśród ludności miasta, w tym brak ciepłej strawy. Postanowił temu zaradzić i wystarał się w kurii o sfinansowanie kuchni polowej, która pod jego osobistym nadzorem przygotowywała i przekazywała mieszkańcom zdrową, gorącą zupę. Po pewnym czasie ogniska zarazy zaczęły wygasać i epidemia ustąpiła.
Plagą panującą wówczas w ubogich galicyjskich wsiach był alkoholizm. Ks. Markiewicz energicznie zwalczał to zjawisko, stosując bardzo pomysłowe, a zarazem niezwykle skuteczne metody. Jedną z nich było wprowadzenie zasady, że w przypadku chrzcin i wesel – które były bardzo hucznie obchodzone przez społeczność wiejską – obowiązkowe było wpłacenie przez rodziców uprzednio ustalonej znaczącej kwoty pieniędzy w postaci kaucji. Pieniądze były zwracane, jeżeli uroczystość odbyła się bez awantury związanej z wypiciem zbyt dużej ilości alkoholu. W przeciwnym razie kaucja przepadała i została przeznaczana na cele pomocy ubogim. Taki system okazał się skuteczny, gdyż w interesie organizatorów imprezy rodzinnej było niedopuszczenie do gorszących zajść, ta metoda sprawiła, że czuwali oni nad ilościami spożywanych trunków. W jednej z wiosek, w których ks. Markiewicz posługiwał jako proboszcz, istniała karczma, która była głównym miejscem sprzyjającym pijaństwu. Udawali się do niej także młodzi ludzie. Ks. Markiewicz wpadł na pomysł nauczenia młodych gry w szachy. Organizował spotkania przy grze na plebanii, zakupił większą liczbę szachownic. Inicjatywa okazała się bardzo chwytliwa, coraz więcej ludzi przychodziło na plebanię, natomiast zaczęła maleć frekwencja klientów karczmy. W pewnym momencie karczma była już nieopłacalna, a karczmarz opuścił wioskę. Działania ks. Markiewicza po raz kolejny doprowadziły do poprawy sytuacji w jego otoczeniu.
Wspomniana podróż do Włoch i bycie świadkiem funkcjonowania oratorium ks. Bosko natchnęły ks. Markiewicza do podjęcia szczególnej troski o chłopców. Pochodzący często z biednych, a czasami niepełnych rodzin, doświadczali oni nędzy nie tylko materialnej, ale także moralnej. Nie mając odpowiednich wzorców nierzadko stawali się oni drobnymi przestępcami, trafiali do więzień. Ks. Markiewicz doskonale zdawał sobie sprawę, że od wychowania młodego pokolenia zależą dalsze losy Kościoła i Ojczyzny. Aby wiernie im służyć, trzeba było je wyposażyć nie tylko w podstawową edukację, ale i przyuczyć do wykonywania zawodu. Zainspirowany przykładem świętego Jana Bosko ks. Markiewicz od samego początku posługi w Miejscu Piastowym zaczął organizować zakład wychowawczy dla chłopców. Warunki działania zakładu w pierwszym okresie były bardzo prowizoryczne – chłopcy zajmowali część budynku starej plebanii. Z biegiem czasu, mimo braku zrozumienia przez okoliczne władze i znacznych obywateli, działalność się rozwijała. Został zbudowany osobny budynek zakładu, funkcjonowała szkoła, znacznie zwiększyła się liczba podopiecznych. Mimo dalszych trudności, związanych między innymi z polityką prowadzoną przez Zgromadzenie Salezjanów, czy wybuchające kilkukrotnie pożary, Pan Bóg błogosławił prowadzonemu dziełu, a ks. Markiewicz nie ustawał w ofiarnej pracy. W pewnym momencie Miejsce Piastowe było już na tyle sławne, że ludzie nieraz z odległych stron zjeżdżali tam, by słuchać wspaniałych kazań głoszonych przez Proboszcza. Często kazania te miały tematykę patriotyczną. Wielkim osiągnięciem było także uruchomienie placówki wychowawczej w okolicach Wieliczki. Okazuje się, że dzięki wysiłkom ks. Markiewicza edukację otrzymało nawet około 2000 dzieci.
Plany założenia zgromadzenia i stawianie czoła przeciwnościom
Wśród podopiecznych ks. Markiewicza zaczęły rodzić się powołania do służby Bożej w kapłaństwie i życiu konsekrowanym. Po rezygnacji z posługi w ramach wspólnoty salezjańskiej gorąco pragnął on założenia nowego zgromadzenia, które będzie dobrze dostosowane do realiów panujących w ówczesnej Polsce. Na początku, za radą biskupa przemyskiego, ks. Markiewicz napisał list do Watykanu z prośbą o zatwierdzenie zgromadzenia. Na odpowiedź trzeba było długo czekać. Niezrażony kapłan założył więc, wspomniane wyżej, Towarzystwo Powściągliwość i Praca. Towarzystwo sprawowało pieczę nad zakładami wychowawczymi, wydawało także pismo, również zatytułowane Powściągliwość i Praca. Dzięki wydawaniu tego organu przesłanie z Miejsca Piastowego mogło rozchodzić się dużo szerzej.
Paradoksalnie kolejne komplikacje związane z założeniem zgromadzenia pojawiły się, gdy ordynariuszem przemyskim został, późniejszy święty, biskup Józef Sebastian Pelczar. Znał on i cenił ks. Markiewicza, natomiast miał zupełnie inny sposób działalności i nie podzielał jego pragnień. Biskup Pelczar był zdania, że nie ma potrzeby zakładania nowej rodziny życia zakonnego i że zarówno niewiasty, jak i młodzieńcy z otoczenia ks. Markiewicza powinni swoje powołanie realizować w ramach jednego z istniejących już zgromadzeń. Ordynariusz kilkukrotnie wydawał decyzję odmowną na przedstawianą sobie prośbę rejestracji wspólnoty. W pewnym momencie została udzielona zgoda, ale warunkowo, wraz z przydzieleniem grupie innego kapłana, który miał czuwać nad formacją. Niestety ten młody i niedoświadczony kapłan swoim postępowaniem doprowadził do poważnego rozłamu, co w konsekwencji spowodowało, że ks. Markiewicz zrezygnował z bycia przełożonym i wspólnota przestała funkcjonować. Później został on wezwany do kurii na upokarzające tłumaczenie się ze swojego postępowania. Nikt jednak nie stanął po jego stronie, z wyjątkiem jego brata Władysława, który był adwokatem w Krakowie. Te i inne ciosy ks. Markiewicz przyjmował z ogromną cierpliwością i niewypowiedzianym męstwem. W jego Zapiskach możemy przeczytać takie słowa:
Obojętna, czy w upokorzeniu, czy w zaszczytach mam służyć Panu, byle wola Jego na mnie się spełniła. Ecce paratus et non sum turbatus.
Później ks. Markiewicz nie wracał już do tematu założenia wspólnoty. Sprawę tę zostawił Panu Bogu. Jak miało się okazać zarówno plany założenia męskiej, jak i żeńskiej gałęzi zgromadzenia, ostatecznie nie powiodły się za życia ks. Markiewicza. Zgromadzenie Świętego Michała Archanioła ostatecznie powstało dopiero w roku 1921 (księża michalici) i 1928 (siostry michalitki). Dziś klasztory Zgromadzenia znajdują się w wielu krajach na świecie, a więc prorocza zapowiedź z roku 1863 dokładnie się spełniła.
Patriotyzm i program budowy silnej Polski
Patriotyzm miał dla ks. Markiewicza wymiar bardzo konkretny, praktyczny. Nie ograniczał się do pustych haseł, ale przede wszystkim jego realizacja obejmowała konkretną, ofiarną pracę na rzecz potrzebujących naszego narodu. Był jednak znany także ze swoich płomiennych kazań, które często dotyczyły spraw Ojczyzny. Przypomnijmy w tym miejscu, że całe życie ks. Markiewicza przypadło na czas, gdy Polska znajdował się pod zaborami. Nie miał on jednak żadnych wątpliwości, dzięki otrzymanemu objawieniu, że Polska odzyska niepodległość, natomiast jego zabiegi miały na celu przygotowanie gruntu do tego, by była ona krajem silnym i prawdziwie chrześcijańskim.
Przemyślenia ks. Markiewicza na temat Ojczyzny i tego, jak powinna funkcjonować, są niezwykle interesujące i zasługują na dużo bliższe poznanie. Tutaj przytoczymy jedynie kilka wybranych fragmentów. Czasami ks. Markiewicz w głoszonych przez siebie słowach bardzo przypominał innego wielkiego polskiego kapłana – ks. Piotra Skargę. Pisał w ten sposób:
Jedynie przez Chrystusa naród nasz był niegdyś sławnym między narodami i jedynie przez Niego może znowu odzyskać swoją wielkość. Ręka Pańska dotknęła nas, a cóż my na to? My szukaliśmy ratunku w narodach, nie pomni na to, że Bóg już w Starym Zakonie wyrzucał wybranemu narodowi, gdy zbytnio ufał w pomoc ościennych ludów. I spotkało nas to samo, co i naród izraelski w podobnych razach: ptaki szarpały ciała synów Polski na krańcach ziemi i staliśmy się urągowiskiem i przysłowiem w ustach ludów.
Wydaje się, że słowa te nie straciły nic ze swojej aktualności…
Stojącym ówcześnie u szczytu drabiny społecznej, a więc będącym w stanie szlacheckim i inteligencji ks. Markiewicz wyrzucał, że ta część polskiego narodu jest religijna jedynie ze zwyczaju, natomiast nie troszczy się o potrzeby warstw niższych.
Daleko nam do urzeczywistnienia hasła Krasińskiego «Z polską szlachtą, polski lud». Można raczej zastosować do nas powiedzenie: «Z Polską szlachtą, polski Żyd». Albowiem Polacy, urzędnicy, adwokaci, notariusze, profesorowie i reszta miejskiej inteligencji, zarażeni przeważnie pozytywizmem, mało stykają się z ludem, chyba w zakresie swojego zawodu. W wolnych od pracy godzinach, zajęci własną rodziną, albo rozrywkami, nie mogą znaleźć czasu na poświęcenie się młodszej braci w stowarzyszeniach, czytelnicach, szkołach i bractwach.
W kościele nawet rzadko się schodzą z mieszkańcami wsi, przedmieść, suteren i poddaszy, bo wielu z nich «z polityki» tylko katolikami.
Inteligencja nasza, mieszkająca po wsiach, jest już nie tylko «z polityki» katolicką, ale jeszcze i «z tradycji» i «ze strachu» przed socjalizmem.
O ile dzisiaj bieda materialna nie jest tak wielkim problemem jak niegdyś, o tyle bieda duchowa i moralna zdają się być o wiele większe. Biada nam, jeżeli posiadając pewną znajomość zasad wiary i nauczania Kościoła o sprawach moralnych, nie będziemy przekazywać tego dalej, usiłując podnieść moralnie tych, na których możemy wywierać wpływ.
Myliłby się jednak, kto by sądził, że ks. Markiewicz miał jedynie gorzkie przemyślenia dotyczące historii i stanu obecnego. Posiadając wybitny zmysł praktyczny miał on bardzo konkretną wizję odbudowy nie tylko moralnej (co można było osiągnąć powściągliwością i pracą nad sobą), ale i gospodarczej naszego kraju. Przytoczę tutaj dłuższy, ale bardzo pouczający fragment jego przemyśleń.
Wiadomo, że pszenica amerykańska, indyjska, a nawet australijska wypiera z targów naszą. Siejmy jej tylko tyle, ile wystarczy na nasze potrzeby, a zabierzmy się do hodowli bydła, do gospodarstw pastewnych, do uprawy lnu i konopi.
Zamiast fabryk gorzelnianych zaprowadźmy fabryki wyrobu nabiału, przędzalnie, fabryki płócien, sukna, wyprawy skór, wyroby makaronu, krochmalu, piwa, miodu, fabryki nawozów sztucznych itp.
Mamy ziemię przeważnie tłustą, a nie mamy dostatecznie swojego nabiału. Wszak jadacie sery szwajcarskie. A co rok za miliony sprzedajecie kupcom zagranicznym surowe materiały: wełnę, skóry, przędze itp.
Wielu powie: «U nas nie udają się fabryki. Oto ten zbankrutował, ów zamknął, tamten dogorywa». – Dlaczego tak jest? – «Bo nie mamy ludzi». – Przecież nasi robotnicy, technicy, inżynierowie, nie mogąc znaleźć w kraju odpowiedniej pracy, idą do obcych i słyną tamże ze zręczności i sumienności. – «Swoi są nieżyczliwi». – Gdzie tam; nie znacie ludzi. Taka jest słabość ludzka, że przeważna większość potrzebuje nad sobą czuwania i ciągłego bodźca, a gdy tego zabraknie, to nawet dobrzy stają się leniwymi i mniej sumiennymi.
Za granicą zaś właściciele fabryk, choćby byli milionerami, siedzą w domu, nie jeżdżą jako turyści z Polski, nie obarczają się sprawami nadobowiązkowymi, ale pilnują swoich zakładów i ludzi tam pracujących do tego stopnia, że nieraz ze swoimi robotnikami w pobliskiej restauracji czy kantynie przy jednym stole spożywają obiad, gdy mieszkanie ich rodziny jest cokolwiek oddalone. A zresztą właściciel jest równocześnie fachowcem i nieraz nawet dobrych techników w niejednej rzeczy nauczy.
A zatem pokazuje się, że mamy własnych robotników i ludzi fachowych, ale brakuje nam panów.
Dalej ks. Markiewicz dzieli się swoimi bardzo trafnymi przemyśleniami dotyczącymi oszczędności.
Drugim źródłem zysków jest oszczędność. Ona równa zyskowi. Oszczędność zależy na ograniczaniu się do wydatków koniecznych, służących do utrzymania i uprzyjemniania życia, a na unikaniu zbytkownych.
Dalej wymienia całą listę wydatków, które w jego opinii są zbytkami, a wśród nich są między innymi gry hazardowe, używki, niedozwolone rozrywki i „wojaże turystyczne”.
Na koniec wspomnę o innym przejawie patriotyzmu, którym w przypadku ks. Markiewicza było umiłowanie ojczystej mowy. Był on rozmiłowany w polskiej literaturze. Dbałość o język wyrażał zaś między innymi w taki sposób, że jeśli usłyszał, że któryś z jego podopiecznych wyraża się niepoprawnie, zwracał mu uwagę w sposób bardzo umiejętny, często żartobliwy, ale dobrze zapadający w pamięć.
Wnioski na dzisiaj
Każdy może sam wyciągnąć wnioski dla swojego życia z przykładu i przesłania błogosławionego ks. Bronisława Markiewicza. Moim zdaniem każdy z nas, współcześnie żyjących świeckich mężczyzn, powinien wynieść z lekcji pozostawionej przez ks. Markiewicza kilka praktycznych rad co do osobistego życia. Po pierwsze wszystko mamy czynić z gorącym pragnieniem służenia Panu Bogu. Służba ta ma przyjmować bardzo realny, konkretny wymiar – życie sakramentalne, jednoczenie się z Chrystusem w Komunii św. i Adoracji, praktykowanie życia w Bożej obecności, wytrwała modlitwa, przede wszystkim wewnętrzna. Z tego mamy czerpać siły do częstych zwykle obowiązków, wśród których bezwzględnie na pierwszym miejscu stawiać mamy obowiązki naszego stanu. Pozostający czas wolny poświęcajmy na dzieła chrześcijańskiego miłosierdzia oraz działania podejmowane dla Kościoła i Ojczyzny, w tym na rzecz zbudowania bliźnich. Nie można zrażać się tym, że jeszcze nie znaleźliśmy miejsca w życiu, które wyznaczył nam Pan lub że bardzo dalecy jesteśmy od świętości. Z pomocą Bożą i miłością jako naczelną pobudką postępowania możemy osiągnąć naprawdę wiele!
Z przytoczonej historii ks. Markiewicza i tworzonych przez niego dzieł płyną też bezcenne wskazania i inspiracje dla działalności organizacyjnej. Przede wszystkim nie można zrażać się brakiem zrozumienia, czy zatwierdzenia wybranej przez siebie formy działalności na prawie kościelnym. Jeżeli podejmowane przez nas dzieło jego miłe Panu Bogu i Niepokalanej, nie pozwolą oni, aby miało przestać istnieć. Zachować należy jednak wolność od nieuporządkowanego przywiązania się do niego. Wspólne działania mają być prowadzone w duchu braterstwa i ofiarności, wzajemnej troski o swoje dobro duchowe, jedni drugich zapalając do dobrego. Istotnym elementem działalności jest pomoc ubogim, tym, którzy doświadczają nędzy, a nawet pogardy ze strony wielkich tego świata. Jeszcze bardziej wyczuleni mamy być na duchową biedę, dając bliźnim dobre świadectwo przykładem, a gdy nadarza się okazja, także słowem. Wobec Ojczyzny mamy być gotowi do wielkich ofiar. Aby było to możliwe winniśmy się zapalać do coraz większego miłowania jej i tego, co składa się na ojczystą tradycję i kulturę, w których centrum od wielu wieków tkwi wiara chrześcijańska. W końcu wielkodusznie mamy poszerzać swoje horyzonty intelektualne, by również pod tym względem przodować i nie sprawiać wrażenia, jakoby katolicy byli bezradni wobec panujących nurtów myślowych czy trendów obyczajowych, ale potrafić rzetelnie i przekonująco uzasadniać i argumentować, zbijając pojawiające się zarzuty przeciwników wiary i Kościoła. Bractwo Przedmurza każdy z tych obszarów stara się rozwijać i chociaż jeszcze wiele jest do zrobienia, już wykonaliśmy pierwsze kroki, by przyjęty program urzeczywistniać. Jesteśmy wdzięczni tym, którzy na różne sposoby nas w tym wspierają. Polecamy się modlitwom, ale również zapraszamy serdecznie do współpracy!
Dominik Dobrakowski
Bibliografia:
1. ks. Walenty Michułka, Ksiądz Bronisław Markiewicz, Wydawnictwo Michalineum, Struga 1992.
2. Władysław Kluz OCD, Realista, Wydawnictwo Michalineum, Struga 1978.
3. ks. Bronisław Markiewicz, Zapiski dotyczące życia wewnętrznego, Instytut Wydawniczy Nasza Przeszłość, Kraków 1980.